Aisa to młoda elfka, która inaczej niż reszta podchodzi do otaczającego ją świata. Jej odrębne zachowanie sprawia, że elfka nie ma przyjaciół. Dodatkowo, Aisa była sierotą. Jej rodzice wyjechali wiele lat temu z misją do zamku ich odwiecznego wroga Adevara i już nie wrócili.
Elfka siedziała ukryta w cieniu i patrzyła na bawiących się mieszkańców wioski. Może i lubiła się bawić, ale nieco w inny sposób. Za to bardzo nie znosiła tańca, głównie z powodu, że tańczyć nie umiała najlepiej. Tego dnia czekała na tylko jedną osobę...
- Uri - wyszeptała. - Gdzie jesteś?
Uri był starym trubadurem, który słynął ze swoich wspaniałych opowieści. Niektórzy nie wierzyli w jego historie, gdyż wydawały się niemożliwe, dla większości ludzi nie miały one sensu. Krążyły pogłoski, że Uri jest nieśmiertelny, ponieważ bawił wiele elfickich wiosek swymi opowiadaniami już od dwustu lat.
Aisa uwielbiała jego historie i z niecierpliwością czekała na jego przybycie. W końcu się zjawił. Muzyka ucichła; grajki odłożyli swoje instrumenty, aby przysiąść się do płonącego ogniska i wsłuchać się w historię starego trubadura.
- Witajcie - rzekł Uri. - Dziś, w ten szczególny wieczór, chciałbym opowiedzieć wam, moi kochani, niesamowitą historię.
Aisa wyszła z cienie i przysiadła się do ogniska szczęśliwa, że Uri wreszcie przyszedł. Dwie osoby siedzące koło elfki odsunęły się od niej, ale ona nie przejęła się tym. Teraz była zasłuchana w ciekawą opowieść starego trubadura.
A opowiadał on o bardzo dziwnych wierzeniach ludu Cahir. Jest to dobrze znane wszystkim plemię leżące po drugiej stronie gór. Inne elfy uważają ich za opętaną wioskę, gdyż często wykonują różne dziwne rytuały i mają inne, niezrozumiałe wierzenia. Ale to, o czym tamtego wieczora opowiadał Uri, u większości spowodowało śmiech. Ale Aisa wierzyła we wszystko, co mówił starzec. A opowiadał o tym, że plemię Cahir wierzyło w reinkarnację... Może dla większości osób to normalne. Jednak ta wioska opowiadała o klanie, którego uczestnikami są jedynie wielcy zmarli wojownicy. Potrafią zmienić się w jakieś zwierzę i każdemu zmarłemu wojowi przydzielona jest poszczególna moc. Ten klan budzi strach i grozę wśród mieszkańców plemienia Cahir i innych sąsiednich wiosek. Członków łatwo rozpoznać po różnokolorowych, dziwnych symbolach na dowolnej części ciała. Atakują w nocy i sieją spustoszenie.
- Ale kto wie? - dokończył Uri - Może w tej historii jest jakieś ziarenko prawdy? Lepiej samemu się o tym przekonać...
Trubadur uderzył laską o ziemię. Wokół niego pojawił się złoty dym. Gdy dziwna "mgła" opadła, starca już nie było.
Aisa zaczęła myśleć. Górogród, czyli kraj, w którym położone jest plemię Cahir, jest kilka dni drogi stąd, jednak to i tak daleko... Musi przedostać się aż na drugą stronę gór, aby się przekonać, czy ten tajemniczy klan istnieje. Nawet jeśli miała się zawieść, postanowiła wyruszyć następnego ranka.
* * *
Gdy tylko słońce pokazało się na horyzoncie, Aisa byłą już gotowa na nowe przygody. Zerwała się z łóżka i zjadła samotnie śniadanie. Po sytym posiłku spakowała do swojej starej, zużytej już torby wszystko, co będzie jej potrzebne do drogi. Zadbała o to, aby bagaż był lekki.
Kiedy miała zamiar już wyjść, przypomniała sobie, że nie wzięła mapy. Zaczęła jej szukać, a podczas tej czynności narobiła trochę bałaganu. Jednak nie pofatygowała się, żeby posprzątać po sobie. W końcu nikt mnie nie odwiedza, więc po co jej porządek? - usprawiedliwiała się w duchu.
Znalazła mapę. Ruszyła w stronę lasu Nightwood, położonego niedaleko ich małej wioski.
Mijały kolejne godziny. Kiedy tak długo wędrowała i już doszła do początku gór dzielących Górogród od Lyrianu, spotkała coś niesamowitego. Wokół niej latały różnokolorowe świetliki, które zdawały się szeptać: "Aiso... Nie idź tam.. Nie idź!"
I w tej samej chwili inne głosy: "Co ci szkodzi? Idź tam, dowiedz się prawdy o tym klanie, którego istnienie tak bardzo cię interesuje!"
Elfka zawahała się. Były to dobrze jej znane - bo z opowiadań Uriego - święte duszki. Zawsze, gdy ktoś chciał podjąć jakąś bardzo ważną decyzję, która zależała od życia ów osoby, one często pojawiały się, aby doradzić. Otóż święte duszki znały losy każdej istoty żywej. Jednak wśród tych wspaniałych, pożytecznych stworzeń, był też całkiem podobne, niemalże identyczne, mylne duszki. One też doradzają, ale najczęściej prowadzą do zguby. Dlatego Aisa zignorowała podpowiedzi i nie wycofała się. Uznała, że najgorsze, co może się zdarzyć podczas tej podróży, to to, że może się rozczarować, że opowieść Uriego jest nieprawdziwa. Elfka poszła więc dalej, ale po chwili dopadło ją zmęczenie. Słońce już dawno zaszło, więc postanowiła poszukać dobrego miejsca na nocleg, żeby tam wypocząć. W końcu znalazła średniej wielkości jaskinię, która wydawała się być opuszczona. Tam usnęła.
Kiedy miała zamiar już wyjść, przypomniała sobie, że nie wzięła mapy. Zaczęła jej szukać, a podczas tej czynności narobiła trochę bałaganu. Jednak nie pofatygowała się, żeby posprzątać po sobie. W końcu nikt mnie nie odwiedza, więc po co jej porządek? - usprawiedliwiała się w duchu.
Znalazła mapę. Ruszyła w stronę lasu Nightwood, położonego niedaleko ich małej wioski.
Mijały kolejne godziny. Kiedy tak długo wędrowała i już doszła do początku gór dzielących Górogród od Lyrianu, spotkała coś niesamowitego. Wokół niej latały różnokolorowe świetliki, które zdawały się szeptać: "Aiso... Nie idź tam.. Nie idź!"
I w tej samej chwili inne głosy: "Co ci szkodzi? Idź tam, dowiedz się prawdy o tym klanie, którego istnienie tak bardzo cię interesuje!"
Elfka zawahała się. Były to dobrze jej znane - bo z opowiadań Uriego - święte duszki. Zawsze, gdy ktoś chciał podjąć jakąś bardzo ważną decyzję, która zależała od życia ów osoby, one często pojawiały się, aby doradzić. Otóż święte duszki znały losy każdej istoty żywej. Jednak wśród tych wspaniałych, pożytecznych stworzeń, był też całkiem podobne, niemalże identyczne, mylne duszki. One też doradzają, ale najczęściej prowadzą do zguby. Dlatego Aisa zignorowała podpowiedzi i nie wycofała się. Uznała, że najgorsze, co może się zdarzyć podczas tej podróży, to to, że może się rozczarować, że opowieść Uriego jest nieprawdziwa. Elfka poszła więc dalej, ale po chwili dopadło ją zmęczenie. Słońce już dawno zaszło, więc postanowiła poszukać dobrego miejsca na nocleg, żeby tam wypocząć. W końcu znalazła średniej wielkości jaskinię, która wydawała się być opuszczona. Tam usnęła.